WITOLD CHOLEWA
Podchodząc do skreślenia kilku słów o sobie, zdałem sobie sprawę po nie tak krótkim namyśle, że łatwiej mi przychodzi stworzyć pierwszy raz w życiu stronę internetową...
ale niech tam...
O pasji do fotografii można pisać wiele: chociażby tyle, że podczas kierowania autem trzeba się mocno pilnować, aby nie oglądać się za ciekawymi miejscami na plener - gdyż człowiek wtedy zjeżdża z drogi i nie pilnuje obranego kursu. Spostrzegłem również, że torbę z aparatem jest lepiej zostawić na tylnym siedzeniu - poza zasięgiem rąk - aby nie kusiło sięgać po aparat, gdy się zobaczy coś ciekawego. Próby ustawienia aparatu w trakcie jazdy również są bardzo niebezpieczne! Ponadto z fotografem ciężko ma żona: jeśli tylko mąż zabierze ze sobą sprzęt na imprezę, to jest pewne, że już po dwóch minutach jego siedzenie obok będzie niestety puste, gdyż niechybnie zobaczy coś ciekawego do uwiecznienia!
Tak, fotografia absorbuje w całości - nie wiem czy  ona jest częścią mnie, czy też ja jestem częścią fotografii i na ile moja osobowość jest nią determinowana. Jest to chyba oddzielny temat na socjologiczne "studium przypadku".
Początki
Pierwsze zdjęcia zrobiłem aparatem Ami w 6 klasie szkoły podstawowej: kolegom, rodzicom i startującym do lotu bocianom na łąkach byłej brykietowni w Cybince. Zdjęcia wywoływał mi starszy brat. W średniej szkole właśnie od brata dostałem radziecki aparat Smiena i namiętnie nim fotografowałem swoje harcerskie przygody. Byłem nawet taki "bezczelny" w swoich młodzieńczych latach, że dostałem od Dyrektora Szkoły zgodę na fotografowanie własnej matury - z czego oczywiście skwapliwie skorzystałem. 
Przed maturą miałem ciekawy epizod: kolega Andrzej Mizerski zabrał mnie na bazar do Berlina Zachodniego i trafiliśmy tam na pierwszy dzień otwarcia granicy RFN dla obywateli wschodniego jeszcze Berlina. Mimo, że nie do końca rozumiałem sytuację, to uwieczniłem burzenie Muru  - tak, TEGO MURU którego już nie ma! Wspomnienia i przemyślenia z tego dnia będą już ze mną na zawsze.

Sprzęt
Obecnie pracuję z Canonem. "Pracuję z" gdyż jesteśmy równoprawnymi partnerami w pasji.

W tym miejscu chciałbym podziękować mojemu tacie Władysławowi Cholewie, za wspieranie mnie na każdym etapie fotografii a w szczególności użyczenie (już prawie pół wieku temu) własnego, pierwszego powiększalnika  (dużo starszego ode mnie).

*